Galeria Grafiki i Plakatu zaprasza na wystawę… komiksów! „Momenty były” – bo taki nosi tytuł ekspozycja – zaczną się 17 września i potrwają do 3 października. 

Ale wernisaż już w sobotę, 15 września, godzina 18.00.
Adres: Galeria Grafiki i Plakatu / ul. Hoża 40 / 00-516 Warszawa
Więcej info po kliknięciu w kadr z komiksu Jacka Frąsia:
Uczestnicy to: Ada Buchholc, Daniel Chmielewski, Jacek Frąś, Małgorzata Jabłońska, Mgr. Jan Koza, Maciej Sieńczyk, Patrycja Synowiecka, Wioleta Wnorowska. 
A tak o wystawie pisze Monika Małkowska, komisarz wystawy do spółki z Adamem Gawędą:
Nowość w programie Galerii Grafiki i Plakatu: komiks. Tych, którzy sądzą, że to sztuka niskich lotów, spieszę wyprowadzić z błędu. Komiks oferuje nieskończenie bogatą paletę technik, pomysłów, chwytów i rozwiązań. Część komiksowej twórczości – ta, którą biorę na warsztat – leży daleko od komercyjnego banału i wymaga od odbiorcy sporego wysiłku intelektualnego. Poza tym, jest dalekim krewnym ilustracji – a to domena Galerii Grafiki i Plakatu.

Do współpracy kuratorskiej zaprosiłam Adama Gawędę, znawcę gatunku. „Momenty były”, zatytułowaliśmy wystawę. Bo ukonstytuowaliśmy ośmioosobowy zespół na moment, na czas pokazu. Każdy z uczestników opowiada o jakimś momencie z życia własnego bądź postaci anonimowych. Poza tym, słuchaczom Trójki użyte w nazwie powiedzonko zapewne skojarzy się z audycją „60 minut na godzinę”, w której pojawiał się skecz „Para-męt pikczers czyli kulisy srebrnego ekranu” z sakramentalnym pytaniem: „Momenty były?” Wtedy chodziło o seks – i na wystawie scen łóżkowych nie zabraknie.

A oto uczestnicy. Zacznę od znanego z łam „Polityki” magistra Jana Kozy, który rysuje tak niezdarnie, że pięciolatek potrafi ładniej. Tylko że Koza wie, po co i dlaczego kreśli koślawe, paskudne postaci: charakteryzuje w ten sposób przeciętnego Polaka. Kostropate figury porozumiewają się w równie nieudacznym językiem, i to bywa śmieszne. Drugi utytułowany, to Jacek Frąś: jedyny Polak – laureat festiwalu w Angoulême, także zdobywca Grand Prix MFK w Łodzi. Jego pozornie obiektywny, niby wyprany z emocji sposób relacjonowania wydarzeń jest jak dobry dokument – uczucia są poza kadrami. Za to Ada Buchholc nie unika w pracach napięć i szarpaniny – ale obrazuje to tak elegancko, że prawie nie zauważa się ukrytego w tym bólu. Małgorzata Jabłońska kreatywnie podchodzi do grafiki komputerowej, kodów informacyjnych i słowotwórstwa. Typowe dla jej stylu, zgeometryzowane ludziki na pierwszy rzut oka przypominają roboty bądź pionki. Jednak sytuacje z ich udziałem pełne są podtekstów; oscylują między banałem a poezją. Daniel Chmielewski jest często bohaterem swych niemal realistycznych, autoreferencyjnych opowieści; tematy z życia artysty, z dużą dozą autoironii. Maciej Sieńczyk to „absurdolog”. Jego metoda twórcza trąci nonsensem: ćwiartuje postaci na części i skleja dopiero na ekranie. Daje to efekt niepokojący, nawet z lekka makabryczny. Analogiczne do stylu rysowania są surrealistyczno – komiczne fabuły.

Wiola Wnorowska i Patrycja Synowiecka jeszcze studiują na warszawskiej ASP. Wnorowska szkicuje figury (wśród nich autoportrety), ujawniając jednocześnie proces myślowy bohaterów. Synowiecka pokazuje samą siebie jako (anty)bohaterkę miłosnych niepowodzeń, nie tając niewesołych konsekwencji tych wpadek.

Sądzę, że niejeden widz zna podobne momenty z własnego doświadczenia. Ale co innego przeżyć, co innego – unaocznić. Proszę to docenić!