Wpisy z okresu: 10.2006

akcja znicz

0

Juz pojutrze Święto Zmarłych / Wszystkich Świętych (w zależności od politycznych i światopoglądowych preferencji).

2212ff7684859a23.gif

Z tej okazji na stronie tramen.prv.pl prowadzonej przez Roberta Trojanowskiego, autora wybornych pasków w antologii piłkarskiej, dodatkowe atrakcje. W imieniu Roberta zapraszany do odwiedzin – prawdziwy undergrunt jest właśnie tam.

bend on the run

0

Łażąc nocą po sieci ciekawe rzeczy można znaleźć zupełnie przypadkiem. Na przykład taki oto przyjemny tekst o „Bend”, zaczynający się słowami: „Nie jestem muzykiem. W wieku 5-6 lat dostałem od ciotki tamburynko i bębenek. Bębenek szybko przebiłem kredką, a tamburynka pozbawili mnie rodzice nie mogąc znieść kakofonii dźwięków. Jednakże ziarno miłości do instrumentów zostało zasiane i ciągle czeka aby wykiełkować.”

długi poród endo

1

Prace nad albumem „Projekt: człowiek” zbliżają się do końca. I całe szczęście, bo gdyby jeszcze trochę to potrwało autorka mogłaby już tego nie zdzierżyć. Poniżej widać ją na zdjęciu, jak resztkami sił ubiera swoją bohaterkę w paintowe rajstopy:

ed7aa6b736b39bed.jpg

A ledwo album znajdzie się w drukarni, to zacznie wciągać ją w pordzewiałe tryby machina promocyjna. Małe koło zębate już ją o rąbek spódnicy zachaczyło, o tu.

bend codziennie!

0

W dzisiejszym „Dzienniku” duży tekst o „Bend” i mawilu autorstwa Huberta Musiała. Oto on:

4e0a40f4237be871.jpg

Niemiecki rysownik Mawil nie kryje, że jest niespełnionym muzykiem. W Polsce ukazał się właśnie jego komiks „Bend” – pełna autoironii opowieść o tym, jak jemu i jego zespołowi nie udało się zawojować świata. Historia narysowana przez Markusa Witzela jest komiksową wersją „Autobiografii” Perfectu, do której autor dołożył melancholię familijnego serialu „Cudowne lata”.

Do tej pory w formie komiksu utrwalano biografie największych: Hendrixa, Beatlesów czy choćby zespołu, któremu lideruje Barbie. Tymczasem narysowany przez trzydziestoletniego Niemca „Bend” przynosi narysowaną z dystansem, hagiograficzną opowieść o oczekiwaniu na cud anonimowych amatorów. Komiks Markusa „Mawila” Witzela jest czymś więcej niż tylko komiksową biografią grupy TineMelk, w której w latach 90. usiłował zawładnąć duszami nastolatków (zwłaszcza nastolatek). To także dokument z życia młodych Niemców tuż po upadku muru berlińskiego i uniwersalna przypowieść o zakładaniu rockowej kapeli. Wzorcowa historia, jaką dla młodzieżowego zespołu pisze los. Markus Mawil Witzel bardzo dobrze prowadzi narrację, potrafi umiejętnie operować atmosferą i to często bez słów, tylko samym kadrem. Plansze, na których TineMelk nie mogą się porozumieć, co do repertuaru planowanego koncertu powinny być lekturą obowiązkową dla wszystkich potencjalnych muzyków. Bo zespół rockowy bez wokalisty to istna wieża Babel. Wprawdzie wszyscy muzycy mówią tym samym językiem, ale każdy tytułuje piosenki według własnego uznania i najczęściej onomatopeicznie naśladując swoją partię, kiedy dochodzi do wymiany poglądów, mamy poplątanie z pomieszaniem.

Mawil jest gwiazdą niemieckiego komiksu. Jego komiksy już trzykrotnie zdobywały nagrody branżowe niemieckiego rynku komiksowego (ICOM Independent Comic-Preis) w kategorii „komiks humorystyczny”. W rzeczywisości jednak ramy komedii są stanowczo zbyt wąskie dla twórczości Markusa Witzela. Nie tylko ze względu na autobiografizm swoich historii i okulary bywa nazywany „komiksowym wcieleniem Woody’ego Allena i Nicka Hornby’ego”. W swoich historiach Markus Witzel bowiem regularnie kreuje się na nieudacznika. Pierwszym w pełni autobiograficznym komiksem Witzela była jego praca dyplomowa na Kunsthochschule Berlin-Weißensee, „Wir können ja Freunde bleiben” („Zostańmy przyjaciółmi”). Na historię składają się ułożone w porządku chronologicznym, cztery opowieści o miłostkach autora. Klamrą spinającą te historie jest zakrapiane spotkanie przyjaciół, na którym przyszła kolei Mawila, by opowiedzieć o swojej pierwszej miłości. Opowieści o podbojach Marcusa niezmiennie rozczarowują kolegów, gdyż tak naprawdę do niczego w nich nie dochodzi. Jak przystało na zakompleksionego chłopaka, przegrywa w przedbiegach.. Nie ma pierwszego pocałunku ani zaproszenia na kolację. Witzel nie jest Casanovą. Nie boi się pisać, że nie ma podejścia do kobiet. I co najważniejsze, jest przy tym szczery aż do bólu. Od autobiografizmu nie stroni również najsłynniejszy jak dotąd komiksowy tom Mawila, „Stand Safari” („Plażowe Safari”). Jego głównym bohaterem jest wprawdzie wielkogłowy zając Supa Hasi, którego okulary mają oprawki łudząco podobne do tych, które nosi autor.

„Bend” jest pełny uniwersalnych prawd w rodzaju: przed twoim występem widownia pęka w szwach, a po – wieje pustką, założyciele kapel z reguły są z nich wyrzucani, a kandydatki na wokalistki żądają admiracji jak operowe divy. Co znamienne, w bohaterach komiksu Mawila za grosz nie ma buntu. Młodzieńczą burzę i napór, które kilkanaście lat wcześniej nadawały kierunek poszukiwaniom Jima Morissona czy Walka Dzedzeja, zastąpiło pragnienie zostania gwiazdą. W wymiarze amatorskiej sceny muzycznej przekłada się to na przepłacanie 100 euro za wymarzony kolor gitary i rozważania na temat wyboru estradowego obuwia, jakim oddaje się narrator podczas jednego z występów. Z nerwów drży cały i ręce mu się pocą, jednak w konfrontacji swojej sztuki z odbiorcą myśli o butach i blondynie, która jak się później uda ustalić ma na imię Steffi albo Anja – zresztą dokładnie nie wiadomo, bo wszędzie chodzi „w pakiecie” z koleżanką. Tak naprawdę zresztą jej imię nie jest ważne, liczy się aura, którą wnosi (oczywiście, wraz z koleżanką), bo w utrzymanym we wszystkich 256 odcieniach skali szarości świecie „Bend” nie ma szalonych imprez, twardych narkotyków i spontanicznego seksu. W dorosłym wydaniu rock’n’roll wciąż jest afrodyzjakiem, ale młodzieżowym muzykom bardziej niż z uciechami ciała ma prawo kojarzyć się z bąblami na palcach, tremą przed koncertem i lekcjami gry. Mozół muzycznej edukacji i gorycz kolejnych porażek osładza marzenie o tym, że kiedyś zostanie się dopuszczonym do wielkiej tajemnicy seksu i sławy. Na kartach rysunkowej opowieści Mawila do tego dopuszczenia nie dochodzi. Wszak to komiksowa wersja „Autobiografii” i „Cudownych lat”, a nie „U progu sławy” i „Las Vegas parano”. Idylla dzieciństwa, a nie piekło dorosłego życia.

Azja-Europa

0

Niezwykle ciekawych rzeczy można dowiedzieć się czytając polskie serwisy komiksowe. Taką oto informację znaleźliśmy i tu i tu i tu i tu też:

„W sierpniu br. Fundacja Azja-Europa zaprosiła dwunastu artystów komiksowych z dwunastu krajów na spotkanie w Singapurze. Efektem tych blisko dwutygodniowych warsztatów jest antologia komiksowa, która będzie przetłlumaczona i opublikowana w kilkunastu krajach… między innymi we Francji, Belgii, Japonii, Korei, Hong-Kongu, Singapurze i oczywiście w Polsce. Na obecnym etapie brane są pod uwagę wydawnictwa Kultura Gniewu oraz Post.”

Poczuliśmy się troszkę zaskoczeni, bo nikt z organizatorów całego przedsięwzięcia do nas się nie odzywał, ale jednocześnie bardzo wyróżnieni, bo może „branie nas pod uwagę” to efekt tego, że dostrzeżono nasze wydawnicze starania. Tak czy inaczej czekamy na końcowe rozstrzygnięcia, kibicując temu ambitnemu projektowi. Zachęcamy jednocześnie do odwiedzenia jego oficjalnej strony.

Tym bardziej, że w śród 12 rysowników zaproszonych do udziału w tej międzynarodowej zabawie znalazł się Rafał Gosieniecki, współtwórca doskonałego „Patterna”.

relaz, mawil, relaz

0

Na relazie.pl pojawiła się bardzo pozytywna recenzja „Bendu” autorstwa Jakuba Żulczyka. Oto jej fragment:

„…jednak Mawil rysując swój komiks osiągnął coś więcej poza sympatycznym rozliczeniem się z przeszłością i niezrealizowanymi marzeniami. To historia pewnej generacji, przypadająca na przesympatyczne czasy Guano Apes, triumfu Britney Spears i rekapitulacji grunge`u na rzecz nu-metalowej fali. W swoim odmalowywaniu życiowego pogubienia Mawil zbliża się do Kevina Smitha i pierwszej części „Sprzedawców”. „Bends” to uroczy realizm przedstawionych sytuacji, świetnie osiągany chociażby w pokazywaniu rozmijających się dialogów – bohaterowie mówią do siebie naraz, w ogóle ze sobą nie rozmawiając.”

Całość tu.

A użytkownikowi „a”, który zamieścił swoją „opinię” pod tekstem dziękujemy za konstruktywną krytykę ;-)

odpowiedzi na pytania czytelników #6

0

Pyt. od Klusek Śląski:

1. Jak będzie wydany „Ghost World” (papier, okładka, itp.) i w jakiej cenie?

format 170×260, 80 str. 2+2, offset 120g

okładka ze skrzydełkami 4+1+folia mat, karton 300g

oprawa broszurowa szyta nićmi

ceny jeszcze nie znamy

2. Czy planujecie „American Splendor”?

Najpierw zobaczmy jak się przyjmie Robert Crumb.

cinema poltergeist

0

„Stoję na chodniku, ciągnącym się wzdłuż ulicy znajdującej się niedaleko mojego domu. Po mojej prawej stronie, między betonowymi płytami a jezdnią, jest pas trawnika na którym rzędem rosną drzewa. Jest późna jesień i liście są pożółkłe, wiele z nich opadło już na trawę. Patrzę się w dół ulicy, która opada lekkim stokiem. Widok ten ma w sobie coś z pożegnania z miejscem, do którego nigdy się nie dotarło. Wtedy odzywa się głos. Stoi obok mnie, przeczuwam jego kapelusz i beżowy płaszcz oraz czarną twarz. Wiem też, że jest on tylko w moim umyśle, to mój daimon. Zadaje mi pytanie: „Jeśli zajrzysz w swoją przyszłość i zobaczysz tam, że dopuścisz się gwałtu, to co zrobisz?”"

Tak zaczyna się recenzja, a raczej ciekawy esej, o „Cinema Panopticum” Thomasa Otta na Polterze. Całość do przeczytania tu.

bend wprost

0

W najnowszym numerze „WiK” – kulturalnym dodatku do tygodnika „Wprost” – ukazała się bardzo pozytywna recenzja komiksu „Bend”. Oto ona:

5999d6c360cbc323.jpg

marek i fragmenty

0

Autorem najnowszego kadru w Projekcie Pieces jest ojciec Człowieka Paroovki – Marek Lachowicz. Oto fragment jego wkładu w to zbiorowe dzieło:

309891b186904132.jpg

Całość oczywiście na stronie Projektu.


  • RSS